„Szkoła pamięta”
Zenobia Górniak (Lisiecka), ludność cywilna podczas II wojny światowej
Ta historia nie opowiada ani o wielkim bohaterze wojennym, ani o przywódcy, ani o dzielnym harcerzu Szarych Szeregów. Opowiada za to o zwykłej dziewczynie, która gdy zaczęła się wojna była jeszcze nastolatką, młodą panienką. Mimo że nie brała czynnego udziału w walkach narodowowyzwoleńczych, konflikt zbrojny ją wielce dotknął. Ta historia opowiada o tym, jak wojna odebrała ludności cywilnej najpiękniejsze lata swojego życia.
Zenobia Lisiecka (bo tak nazywała się dziewczyna, o której jest tu mowa) urodziła się w 1920r. (to również data Bitwy Warszawskiej) w Celinowie w powiecie konińskim. Gdy miała 18 lat wiodła takie samo życie, jak każda dziewczyna w tym wieku. W opowieściach, które przekazywała mojej rodzinie (sama była moją prababką) mówiła, że miała wówczas adoratora. Niestety spokojne życie musiało ustąpić temu, które było związane z wirem wojny i wszelkimi problemami z tym związanymi .
Gdy wybuchła wojna Zenobia miała niespełna 19 lat. Niemieckie władze okupacyjne wprowadziły terror, eksterminację, holokaust, wysiedlanie, zniemczanie. Z Polaków uczynili podludzi.
W połowie 1941 roku, po napaści Hitlera na ZSRR, jedna z kolumn wojsk niemieckich przejechała przez Celinowo. Żołnierzy kwaterowano na odpoczynek we wsi, także w domu Lisieckich. Zenia opowiadała, że byli to młodzi chłopcy, którzy prawdopodobnie niewiele mieli wspólnego z nazizmem i chyba też nie zdawali sobie sprawy z tragizmu sytuacji. Żartowali trochę z dziewczynami; mówili, że napiszą po wojnie. Dziewczyna po wielu latach nadal pamiętała ich imiona.
Tragedia rodziny zaczyna się, gdy przychodzi nakaz wysiedlenia. Zenobia, wtedy 21 letnia dziewczyna, z niewielkim tobołkiem poszła (wraz z rodzicami i rodzeństwem) na punkt etapowy. Potem pociąg towarowy zawiózł ich w nieznane. Na terenie Niemiec rodzinę rozdzielono – Zenobię wraz ze starszą siostrą Stefcią przywieziono do Hamburga.
Lagier, niemiecki obóz pracy przymusowej w dzielnicy Altona, był odtąd ich domem. Mieszkalne baraki (obowiązkowo noszona litera „P”), głodowe racje, praca po 12-14 godzin dziennie (także w niedzielę) w zakładzie przetwórstwa warzywnego dla zaopatrzenia frontu to tylko niektóre elementy z ich nowej rzeczywistości. Kiszono kapustę w silosach, szatkowano inne warzywa, ładowano do beczek, a te do wagonów podstawianych do rampy.
Pewnego dnia na rampie zdarzył się incydent z udziałem Zenobii. Mógł skończyć się dla niej tragicznie. Tocząc beczkę do załadunku, przez nieuwagę pchnęła ją nierówno w taki sposób, że ta potoczyła się nieco w bok, gdzie stał niemiecki nadzorca i o mało na niego nie wpadła. Niemiec doskoczył do Zenobii i zaczął ją bić, potem powalił i kopał dziewczynę. Nie wiadomo jak by to się skończyło, gdyby nie przechodzący akurat szef zakładu Richter, który krzykiem nakazał oprawcy zaniechać bicia. Postępowanie Niemca Richtera było w relacjach prababci przykładem tego, że niektórzy Niemcy wcale nie chcieli źle dla Polaków.
Nieco wesołości w tych smutnych wspomnieniach Zenobii wprowadza opis akcji sabotażowych, które wykonywały dziewczyny podczas pracy. Gdy było to możliwe, niezauważenie sikały do przygotowywanych beczek, w których kiszono kapustę.
W tym samym zakładzie pracowali też jeńcy francuscy. Jednemu z nich podobała się młoda Polka (Zenobia), w której chyba trochę się podkochiwał. Pochodził z arystokracji francuskiej i miał pewne względy u Niemców. Wykorzystywał to organizując ruch oporu, do którego wciągnął także Zenobię (była łączniczką między grupami narodowościowymi). W tym okresie weszła w posiadanie propagandowych zdjęć, ale także osobistych dokumentów, które Francuz dał jej do ukrycia czy przechowania na wypadek wpadki. Co ciekawe, po latach syn Zenobii pojechał do Francji, gdzie oddał dokumenty rodzinie nieżyjącego już wtedy mężczyzny.
Niedługo potem, wydarzyło się coś, w co trudno uwierzyć – ucieczka Zenobii z hamburskiego lagru. Nie wiadomo, czy był to brak rozwagi, nieświadomość zagrożeń, a może jakieś inne powody i cele, o których prababcia nie chciała mówić. Ujawniła to bowiem dopiero po latach, gdy starała się o odszkodowanie i szukała świadków pobytu w hitlerowskim więzieniu. Ucieczka była bowiem zorganizowana przez ruch oporu i pomoc Francuzów. Jakaś zaufana Niemka zawiozła Zenobię na dworzec, kupiła jej bilet kolejowy. Dalej miała udawać Niemkę. Pierwszym etapem powinna być miejscowość, do której zostali wywiezieni rodzice. Pracowali u bauera. Dotarła tam, ale mężczyzna powiadomił policję. Gestapo zjawiło się szybko. Zenobię przewieziono do więzienia w Hanowerze, a po dwóch tygodniach do Hamburga. Wszędzie czekało ją bicie i przesłuchania. Na gąszcz pytań odpowiadała, że chciała pracować dla Niemców, ale pragnęła być razem z rodzicami, za którymi bardzo tęskniła.
Któregoś dnia w więzieniu zjawił się Richter, zabrał słaniającą się Zenobię i przywiózł do lagru. Okazało się, że znał jakiegoś wysokiej rangi gestapowca i wykorzystując to uratował jej życie.
Największym zagrożenie życia – jak wspominała Zenobia – było bombardowanie. Alianckie naloty bombowe na Hamburg rozpoczęły się w 1943 roku. Prababcia często mówiła o nich, gdyż były to tak silne przeżycia, że wszystkie szczegóły zostały w jej pamięci.
Opowiadała o makabrycznych scenach, które widziała – ogromne ilości nadlatujących samolotów, spadające z gwizdem bomby, walące się budynki, pożary, biegające po ulicach zwierzęta z ogrodu zoologicznego. Widziała ludzi zasypywanych gruzami i ginących, duszących się od czadu, palących się żywcem. Myślała nieraz, że to koniec, że nie może już być ratunku. Modliła się.
Naloty poprzedzano alarmami i zejściem do schronów. Często były one jednak tak silne, że bomby przebijały stropy schronów. Wspominała nalot, podczas którego zawaliła się część schronu, w którym przebywała, grzebiąc znajdujących się w tej części ludzi. Szczęśliwie ocalała z tego piekła.
Wyzwolenie nadeszło w maju 1945 roku. I tutaj Zenobia znów miała szczęście, bo Hamburg wyzwoliły wojska alianckie. Wiemy dziś, jaki los spotykał kobiety w wyzwalanych na terenach Niemiec miastach i obozach przez armię radziecką. Gorliwi nadzorcy lagru w Altonie pouciekali – Richter pozostał. Został aresztowany i zabrany. Nie wiadomo, co się z nim stało.
Mimo że po zakończeniu wojny przestrzegano przed powrotem do Polski, rządzonej przez komunistów, to więź rodzinna była tak silna, że siostry (Zenia i Stefcia) wywiezione do Niemiec, po czterech latach pobytu w hamburskim lagrze – wróciły i właśnie w Ojczyźnie spędziły resztę swojego życia.

Maja Górniak, uczennica kl. VIIIa
Zdjęcie stanowi pamiątkę rodzinna p. Górniaków
Zdjęcie [1 z 1]