„Szkoła pamięta”
HISTORIE PRADZIADKA WILUSZA
WIEŚ WROCANKA, KONIEC WOJNY
Była jesień 1944 r. Na Podkarpaciu, w okolicach Przełęczy Dukielskiej, kilku bojowników z band UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii) prowadziło pod bronią grupę mężczyzn z okolicznych wiosek. Wśród nich byli Marian Wilusz i Alfons Szeląg (szwagier Mariana Wilusza) z Wrocanki.
Prowadzeni mężczyźni nie wiedzieli, co się z nimi stanie, ale podejrzewali, że na pewno nic dobrego. Wszyscy byli już zmęczeni długim marszem i Ukraińcy zarządzili postój przy drodze. W tym momencie pradziadek Wilusz przeczuwając najgorsze szepnął do Alfonsa:
Musimy stąd uciekać, bo nie wrócimy już do domu.
Korzystając z nieuwagi bojowników UPA zaczęli powoli czołgać się w stronę zagonu ziemniaków. Gdy przemieścili się w bezpieczne miejsce, zaczęli obserwować, czy ich ucieczka zostanie zauważona. Na szczęście nikt się nie zorientował i po chwili Ukraińcy poprowadzili resztę jeńców dalej. Żaden z nich już nigdy nie wrócił do domu.
Tymczasem Marian i Alfons próbowali wrócić w swoje rodzinne strony. Gdy nastała noc, postanowili przenocować w jednej z napotkanych chat. Rodzina Ukraińców, która tam mieszkała okazała się bardzo gościnna. Marian i Alfons nie przyznali się, że uciekli z pochodu śmierci. Poprosili o możliwość przenocowania. Mówili, że wędrują do domu. Gospodyni dała im ziemniaki i mleko, a potem ulokowała na strychu w stodole.
Wiesz, wydaje mi się, że ona jest podejrzanie miła. Lepiej nie kładźmy się spać - powiedział Marian.
Odsunęli więc fragment strzechy z dachu i bacznie obserwowali, co się dzieje. Okazało się, że słusznie nie zaufali swoim gospodarzom. Zobaczyli bowiem, że Ukrainka ukradkiem opuściła dom i skierowała się w stronę sąsiedniej wsi. Marian i Alfons szybko uciekli ze stodoły i schowali się na skraju lasu. Żeby w nocy nie zjadły ich wilki weszli na drzewa. Na wypadek gdyby zasnęli przywiązali się do nich pasami.
Z przerażeniem obserwowali jak pod chatę podjechała banda UPA. Nagle noc rozświetliły płomienie. To paliła się stodoła, w której dwaj uciekinierzy mieli, według słów Ukrainki, spać bezpiecznie.
Dzięki odwadze i zimnej krwi w obliczu niebezpieczeństwa Marian i Alfons przeżyli wojnę, założyli rodziny i mieli dzieci. Marian to mój pradziadek, a tę historię opowiedziała mi jego córka – Babcia Lidzia z domu Wilusz.


WIEŚ WROCANKA, II WOJNA ŚWIATOWA
Gdy Niemcy i Rosjanie zaatakowali Polskę mój pradziadek Marian Wilusz zdecydował się walczyć za Ojczyznę. Wstąpił do partyzantki i w czasie wojny ukrywał się w lesie.
Żeby nie narażać swojej żony, mojej prababci Heli, przychodził do niej po jedzenie tylko nocą. Mieli umówiony sygnał – pradziadek Marian pukał w okno 2 razy, czekał chwilę i pukał jeszcze jeden raz. Po zakończeniu wojny pradziadek wrócił do domu. On i inni partyzanci ukryli broń w snopkach na strychu w stodole. W tym czasie zaczęła się nagonka na byłych partyzantów, więc pradziadek bojąc się o bezpieczeństwo swojej rodziny, postanowił ukryć zgromadzone jednostki broni. Ukrył je w skrzyni, którą następnie zakopał we wiadomym dla siebie miejscu.
Może kiedyś ktoś ją odnajdzie...

Nelly Szczepaniak, uczennica klasy VIIIa
Zdjęcie [1 z 1]