„Szkoła pamięta”
Historia mojego pradziadka zaczęła się w 1925 r. , kiedy pod Łowiczem przyszedł na świat mój pradziadek Henryk Pietrzak (ojciec mojej babci od strony taty). Miał dwóch braci: wujka Kazika i wujka Stacha oraz siostrę - ciocię Lodzię. Pradziadek był najmłodszy. Między nim a wujkiem Kazikiem było 30 lat różnicy.
Gdy zaczęła się wojna pradziadek Heniek miał 14 lat. Był wtedy harcerzem, nie brał udziału w walce, lecz pomagał rannym żołnierzom podczas kampanii wrześniowej w bitwie nad Bzurą. Zimą 1939 roku przeprowadził się do Warszawy i pozostał tam do 1943 roku. Przebywał u rodzeństwa - wujka Stacha i cioci Lodzi. Pracował na lotnisku Okęcie. Uczył się w szkole technicznej.
W 1943 r. Niemcy zabrali go do zakładów w Travemünde koło Lubeki. Pradziadek zawsze omijał ten temat i nigdy nie chciał powiedzieć, co tam robił. Był to dla niego bardzo trudny i nieprzyjemny temat. Opowieści o życiu w Travemünde stanowiły pewnego rodzaju temat tabu w rodzinie. Pewnych rzeczy bliscy się domyślali. Najprawdopodobniej pradziadek pracował nad bronią V1 (rakiety samosterujące się). Po wkroczeniu wojsk amerykańsko-angielskich do Travemünde Anglicy zaproponowali dziadkowi przeniesienie do zakładów w Anglii. Odmówił.
W 1944 r. poznał prababcię Marysię, która pracowała w zakładzie przymusowej pracy. W 1945 roku wyzwoliły ich wojska amerykańsko-angielskie. Prababcia Marysia chciała wrócić do Polski. Pradziadek ze względu na bardzo dobrą znajomość języka niemieckiego i wiedzę techniczną został skierowany do prowadzenia zakładu w Głuszycy koło Wałbrzycha, który był fabryką niemiecką. Pracował tam około 2 lat. Miał wypadek. W wyniku awarii maszynowej doznał poważnych obrażeń, które wymagały leczenia operacyjnego i paru miesięcy rehabilitacji. Wspólnie z prababcią zdecydowali o przeprowadzce w rodzinne strony prababci - pod Uniejów do posiadłości Sowiniec.
Po paru latach pradziadek przeprowadził się do Łodzi. Tam ukończył Politechnikę Łódzką. Potem rozpoczął karierę zawodową w polskim radiu jako technik elektryk. Następnie działał w łączności, która była protoplastą dwóch kolejnych zakładów: poczty i telekomunikacji. Pracował tam do emerytury. W międzyczasie dużo majsterkował. Był twórcą wielu innowacyjnych rozwiązań, za które został nagrodzony. Opatentował też wiele urządzeń.
Pradziadkowie na początku lat 60 zakupili działkę i przenieśli się do Justynowa. Pradziadek udzielał się społecznie w gminie Andrespol. Miał swój udział w zakładaniu Banku Spółdzielczego w Andrespolu i Gminnej Spółdzielni Samopomocy Chłopskiej. Jego życiową pasją była telekomunikacja oraz elektryka. Był bardzo kochany, uwielbiał dzieci. Pradziadek zmarł w 2001 r.

Jagoda Łoszewska, uczennica klasy VIIIa
Zdjęcie stanowi pamiątkę rodzinną p. Łoszewskich
Zdjęcie [1 z 3]